O autorze
Dostępne kanały:
Facebook, Twitter, Instagram.

Młody warszawiak i równolatek polskiej demokracji.
Szef gabinetu Posła do Parlamentu Europejskiego Dariusza Rosatiego, przewodniczący Stowarzyszenia "Młodzi Demokraci" w Warszawie.

Realista, organizator, społecznik, rekonstruktor. Ukończył studia z zakresu Negocjacji w Dyplomacji na Collegium Civitas. Zawodowe doświadczenie zdobywał jako menedżer w warszawskich klubach muzycznych oraz właściciel małej firmy usługowej. Przez sześć lat rozwijał jako wieloletni członek zarządu Polskie Stowarzyszenie Prointegracyjne Europa. Członek Platformy Obywatelskiej.

Od niemal pięciu lat jest bliskim współpracownikiem profesora Dariusza Rosatiego, jako dyrektor jego biura w Sejmie RP a następnie szef gabinetu w Parlamencie Europejskim. Wraz z prof. Rosatim zainicjował projekt „Kompas Edukacyjny”. Dzięki współpracy z Polską Akademią Nauk i Europejską Akademią Dyplomacji brał udział w programach NATO Staffers i Visegrad School of Political Studies. Uczestniczył w seminariach Rady Europy reprezentując zarówno Polskę, jak i państwa Grupy Wyszehradzkiej.

W czasie wolnym zajmuje się rekonstrukcjami działań polskich jednostek specjalnych, grą na pianinie oraz żeglowaniem po morzu i śródlądziu.

CETA – nie taki diabeł straszny

Czyli szybka i krótka rozprawa z mitami i demagogią przeciwników umowy gospodarczo-handlowej między Unią Europejską a Kanadą.

We wrześniu 2014 roku w Ottawie zakończyły się negocjacje dotyczące międzynarodowej umowy CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement - Kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa). Od tamtej pory obrosła ona niesłychanymi mitami i nieścisłościami.
Czas najwyższy rzetelnie się z nimi rozprawić, ponieważ jej wpływ na unijne gospodarki, w tym Polską, będzie zdecydowanie pozytywny.



1. CETA to grabież setek tysięcy miejsc pracy w Polsce i UE.

W skrócie: demagogia i populizm, w dodatku nie podparte jakąkolwiek rzeczową argumentacją. Od lat wiadomo, że wolny handel jest opłacalny. W tym momencie Polska eksportuje (1,8 mld dolarów) na rynek kanadyjski ponad czterokrotnie więcej, niż importuje (0,4 mld dolarów). CETA spowoduje podwojenie naszego eksportu, a pamiętając, że każdy miliard euro eksportu przekłada się w uśrednieniu na 14 tys. nowych miejsc pracy, łatwo policzyć, że Polska może liczyć na 7 tys. dodatkowych.

2. Negocjacje są tajne i poufne, a Unia Europejska sprzedaje nas korporacjom!

Państwa członkowskie nie bez przyczyny scedowały lata temu na Komisję Europejską prawa do negocjowania umów handlowych. Pozycja negocjacyjna danego podmiotu często zależy od jego „wielkości”, więc w sytuacji w której negocjacje dotyczą całej UE, a nie tylko jednego państwa, jesteśmy przynajmniej o krok do przodu. Miejmy na uwadze to, że rządy państw członkowskich były na bieżąco informowane z przebiegu negocjacji oraz, że pełne upublicznienie tego przebiegu skutkowałoby ujawnieniem strategii negocjacyjnej, co wprost osłabiłoby naszą pozycję.

3. CETA = setki tysięcy ton GMO i chlorowane kurczaki w Polsce!

Nonsens. Dostęp do unijnego rynku będą miały tylko i wyłącznie produkty spełniające normy gospodarza, więc w naszym przypadku mowa o normach unijnych, a te są znacznie bardziej wyśrubowane od kanadyjskich. Chlorowane kury nas nie zaleją, a na półkach sklepowych nie znajdziemy jedynie zwierząt GMO. Mało tego, żeby zwiększyć zyski z eksportu do UE, Kanadyjczycy już zaczynają zaostrzać swoje przepisy i odchodzą od mięsa modyfikowanego genetycznie.

4. Angielska i polska treść umowy znacznie się od siebie różnią.

Owszem, różnią się. Ale nie co do zasad i założeń. Te są, bo muszą być, jednakowe. Z ubolewaniem patrzę na narastające teorie spiskowe wokół umowy, która jest dla Polski absolutnie pożyteczna! Wystarczy szczegółowo zapoznać się z wersją anglojęzyczną by dojść do wniosku, że żadnego spisku tam nie ma. Niedowiarków odsyłam do strony www Komisji Europejskiej, treść CETA została tam upubliczniona we wszystkich unijnych językach, w tym polskim i angielskim.

5. CETA to upadek małych i średnich gospodarstw rolnych.

Ten slogan również jest daleki od rzeczywistości. CETA zakłada podział kwotowy w najbardziej wrażliwych segmentach rynku (m.in. wołowina), i to nie wprowadzone „na raz”, a systematycznie przez pięć kolejnych lat. Tak więc Kanadyjczycy będą mogli wprowadzić na unijny rynek maksymalnie 46 tys. ton wołowiny. To raptem 0,6% rocznego spożycia w UE. A w samej Polsce? Niecałe 4%.

6. Trybunały rozjemcze (arbitrażowe) to korporacyjne dyktat nad państwami!

O zgrozo, znów strzał w pustkę. Chodzi o tzw. System Sądu Inwestycyjnego (ICS), który jest przewidywaną przez CETA formą Trybunałów rozjemczych między inwestorami a państwem (Investor State Dispute Settlements – ISDS). Sama idea tych struktur ma wspierać przede wszystkim małych i średnich przedsiębiorców, ponieważ wielkie molochy pokroju KGHM i tak sobie radzą na zagranicznych rynkach. W kontekście Polski, wprowadzenie ICS znacznie poprawi warunki arbitrażu. CETA przede wszystkim likwiduje cła i bariery celne, i to dzięki temu rynek kanadyjski otworzy się na towar produkowany przez małe i średnie przedsiębiorstwa z UE, certyfikaty unijne będą w większości przypadków równorzędne z kanadyjskimi. To co w tym przypadku najważniejsze, to że arbitrzy ICS (w sumie 15 osób) będą wybierani z kandydatów zgłoszonych przez Kanadę i UE, składy orzekające będą wybierane losowo do każdej sprawy, a do tego nie będą oni mogli mieć powiązań z daną firmą w żadnej innej sprawie. Ale mało tego, rządy wciąż będą miały nieodbieralne prawo ustanawiania przepisów w imię interesu publicznego. A skoro interes publiczny w większości przypadków różni się od interesu korporacyjnego, to o jakim dyktacie w ogóle mowa?

7. CETA prywatyzuje państwa!

Krótko mówiąc, nie. Państwa zachowają całkowity monopol w sferze usług publicznych, z jednej, banalnie prostej przyczyny. CETA tego sektora w ogóle nie obejmuje. Żadnej odgórnej i przymusowej prywatyzacji nie będzie.

Unia Europejska już teraz jest drugim co do wielkości (po USA) partnerem handlowym Kanady – generuje niemal 10% jej handlu. Szacunki pokazują, że dzięki CETA, unijna produkcja wzrośnie o 12 mld euro rocznie, zaś ograniczenie ceł i taryf pozwoli europejskim eksporterom zaoszczędzić ok. 500 mln euro rocznie. Odpowiedź na pytanie o rentowność i sens tej umowy wydaje się zatem jednoznaczna. W tym wszystkim zadziwia protest PSL przeciwko CETA, ponieważ jako strona rządowa znali przebieg negocjacji i nie przypominam sobie, aby pojawił się wtedy tak kategoryczny sprzeciw, jak teraz.

Może to jest truizm, ale naszym przedstawicielom i reprezentantom w Parlamencie Europejskim, Komisji Europejskiej i innych unijnych instytucjach zależy przede wszystkim właśnie na rozwoju Europy. Więc zanim rzucimy się na barykady, zastanówmy się co tak serio wiemy o danej sprawie, a kolejne, wątpliwe jakościowo teorie spiskowe, po prostu włóżmy między bajki.
Trwa ładowanie komentarzy...